|
|
Konflikty mieszczan filipowskich w latach czterdziestych XVIII wieku |
|
Sobota, 30 Marzec 2013 00:00 |
|
Analiza sądowych ksiąg grodzieńskich z XVIII wieku wskazuje na wyjątkowo dużą liczbę pozwów pochodzących z Filipowa. Pod tym względem to przygraniczne miasto wyróżniało się na tle północno‑zachodniej części powiatu grodzieńskiego. Gdy z innych ośrodków znamy jedynie pojedyncze roszczenia, to z Filipowa napływały one niemal corocznie. Rekordziści udawali się do odległego przecież Grodna nawet kilka razy w roku. Mieszczanie filipowscy oskarżali się wzajemnie, występowali przeciwko lokalnemu wójtowi i staroście, a nawet dzierżawcom odległych majątków. Świadczy to o tym, że stanowili silną, dumną i uświadomioną grupę. Bez większych obaw potrafili wystąpić przeciwko staroście, który cieszył się poparciem wpływowych przedstawicieli stanu szlacheckiego. Pokazuje to także, jak wielu mieszkańców Filipowa posiadało ambicje polityczne, dla spełnienia których gotowi byli do dużych poświęceń, a nawet niegodziwości. Sąsiednie miasto królewskie – Przerośl pozostawało daleko w tyle pod tym względem, nie mówiąc o miastach prywatnych – Bakałarzewie czy Raczkach. Z tych ośrodków pozwy pojawiały się sporadycznie. Dość często procesowali się mieszczanie wiżajeńscy, sprawcy także spektakularnych zajść. Wiżajny w porównaniu z Filipowem były jednak spokojną mieściną. Źródeł takiej postawy filipowian należy upatrywać w czasach wcześniejszych, głównie w okresie przełomu XVI i XVII wieku, gdy miasto podzieliło się na dwa przeciwstawne obozy: katolików i arian. Ówczesne, dość dobrze udokumentowane konflikty podsycali też starostowie. Filipów był także świadkiem gorących sporów między proboszczem a starostą około roku 1660. Pozwala to wysunąć tezę, iż zwyczaje, nawet te nienajlepsze, długo potrafią przetrwać w środowisku. Niniejszy artykuł dotyczy waśni, do których dochodziło zaledwie w jednym dziesięcioleciu miasta. Szerszy pogląd na omawiany problem przyniosą dalsze prace badawcze.
Całość przeczytasz w Roczniku Augustowsko-Suwalskim
|
|
Stowarzyszenie ogłasza konkurs |
|
Sobota, 09 Marzec 2013 22:44 |
|
Stowarzyszenie Na rzecz Rozwoju i Promocji Gminy Filipów od wielu lat organizuje dla dzieci i młodzieży naszej szkoły konkursy o tematyce historycznej. W roku 2013 tytuł konkursu brzmi : ,,Nasze Pogranicze''. Celem konkursu jest utrwalenie dziejów ludzi, rzeczy, miejsc oraz budowli na terenie gminy Filipów. Zachowanie warunków życia w dawnych latach, zwyczajów, obrzędów oraz budowanie bazy materiałów źródłowych z zakresu dziejów historycznych naszych filipowskich ziem. Konkurs ma na celu rozwijanie lokalnego patriotyzmu, a także budowanie więzi społecznej. Oferta konkursowa skierowana jest do uczniów klas IV - VI szkoły podstawowej oraz młodzieży klas gimnazjalnych I - III.
Szczegóły na stronie Stowarzyszenia. |
|
Czwartek, 14 Luty 2013 20:51 |
Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju i Promocji Gminy Filipów serdecznie dziękuje uczestnikom VI Balu Charytatywnego, który odbył się 9 lutego 2013 roku w restauracji „Sylwia”.
Przybyli goście zapewnili miłą atmosferę i udaną zabawę. Dochód z balu zostanie przeznaczony na utworzenie Centrum Młodzieży.
Stowarzyszenie szczególnie dziękuje osobom prywatnym oraz firmom, które ufundowały przedmioty w aukcji, a także nagrody w konkursach.
Niezapomnianą zabawę karnawałową zapewnił zespół muzyczny Crazy Dance z Sebastianem.
|
|
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski
|
|
Sobota, 09 Luty 2013 22:05 |
Prawa miejskie Filipów otrzymał 8 września 1570 roku od króla Zygmunta Augusta. Akt lokacyjny na prawie magdeburskim zapewnił: wójta, ławę sądowniczą, herb Rak, trzy jarmarki, targ tygodniowy. Król obdarzył Filipów ogromnym obszarem miejskim i znaczną częścią puszczy. Troszcząc się o dobrobyt władca zapewnił liczne zwolnienia z podatków. W przywileju miejskim król pisał tak: "ku któremu prawu ozdobie i pomnożeniu ich pieczęć miejską, raka, naznaczamy i podawamy, i w tymże liście naszym wszystkim obywatelom filipowskim od nas danym takową pieczęć i herb na świadectwo jaśniejsze wyrazić jeśmy raka roskazali"
Pieczęć gwarantowała autentyczność dokumentu, pieczętowano więc: przywileje, ich odpisy, wyroki sądowe, transakcje majątkowe, testamenty, wypisy z miejskich ksiąg aktów i ksiąg sądowych, pozwy sądowe, osobiste metryki i inne.
Z okresu gdy Filipów był miastem znamy trzy pieczęcie, choć mogło ich być znacznie więcej. Najstarszy odcisk pieczęci zachował się na dokumencie z 1645r. Badający ją historyk zaznaczył, że jest to pieczęć miejska, a jej tłok mógł powstać około roku 1570, gdy Filipów otrzymał prawa miejskie.
1. PIECZĘĆ HERBOWA MIASTA FILIPOWA, 1645 r
Na wyobrażeniu znajduje się renesansowa tarcza, na której przedstawiony jest rak. Napis na pieczęci zwany legendą zatarty. Pieczęć jest okrągła o średnicy oszacowanej na 29-32 mm.
Następną pieczęcią jest pieczęć sądowa z końca XVIII wieku. Pieczęć jest piękna, tarcza klasycystyczna i wyobrażenie raka wyszły zapewne spod ręki mistrza, pieczęć wyróżnia się urodą spośród innych stempli z tej epoki.
2. PIECZĘĆ HERBOWA SĄDU ORDYNARYJNEGO PIERWSZEJ INSTANCJI MIASTA FILIPOWA, [OKOŁO 1791-1792]
Na pieczęci jest polska legenda SĄD ORDYNARYINY PRIMAEINSTANTIAE MIASTA FILIPOWA pisana majuskułami wzdłuż krawędzi liniowej pieczęci. Zaczyna się od krzyża. Między słowami kropki, w końcu legendy dwukropek. Litery A i E połączone. W wyobrażenie wkomponowana owalna tarcza, na której przedstawiony jest rak. Tarcza obramiona klasycystycznym kartuszem i ozdobiona u góry koroną o pięciu fleuronach. Pieczęć ma kształt owalu i rozmiary około 59x52 mm. Z tego samego okresu pochodzić także mała pieczęć sądowa.
3. PIECZĘĆ HERBOWA SĄDU ORDYNARYJNEGO PIERWSZEJ INSTANCJI MIASTA FILIPOWA, [OKOŁO 1791-1792]
Napis na pieczęci w języku polskim SĄD ORD(YNARYINY) PRIMAE INSTA(NTIAE) MI(A)STA FILIPAWA pisana jest majuskułami wzdłuż liniowej krawędzi pieczęci. Zaczyna się od krzyża, między słowami stoją kropki. Litery I i P w słowie FILIPAWA oraz, zdaje się, A i E są połączone. W wyobrażenie wkomponowana owalna tarcza, na której przedstawiony jest rak. Tarcza ozdobiona u góry koroną o niejasnym kształcie. Pieczęć ma kształt owalu i rozmiary około 42x37 mm.
Stempel przeznaczony był do pieczętowania aktów sądu miejskiego i miał pełnić, w odniesieniu do większej, rolę pieczęci małej. Wydaje się, że sporządził go inny, słabszy majster.
Symbolika historyczna z pieczęci miejskich została usunięta w czasie zaborów około roku 1822, oczywiście jeśli jeszcze tam była. Natomiast pieczęci sądowych używano do końca istnienia sądu w Filipowie. Prawa miejskie Filipów stracił po Powstaniu Styczniowym. W 1867 roku jej tłok wciąż jeszcze był. Kiedy bowiem Komisja Rządząca Spraw Wewnętrznych Królestwa Polskiego zażądała danych o herbach i pieczęciach miejskich, burmistrz filipowski, odcisnąwszy w laku wzory większej oraz mniejszej pieczęci, wysłał je komisji. W raporcie odnotował poza tym, że dokumentów miejskich w Filipowie nie ma, ponieważ zostały przekazane do zarządu guberni augustowskiej. Komisja Rządząca Spraw Wewnętrznych przesłała otrzymane materiały do Departamentu Heroldii w Petersburgu, w którego zbiorach odciski pieczęci znajduje się dotychczas. Ostatecznie pieczęci sądowe zaginęły w Filipowie, najprawdopodobniej w czasie zawieruchy wojennej w XXw. Po odzyskaniu niepodległości w czasie I i II Rzeczypospolitej na przedstawieniach pieczęci znajdowało się godło narodowe.

4. PIECZĘĆ URZĘDU GMINY FILIPÓW [1992]
Obecny wizerunek raka z pieczęci Urzędu Gminy Filipów. Rak wrócił na pieczęć Filipowa na mocy ustawy samorządowej z 1990r
|
|
Wtorek, 29 Styczeń 2013 00:37 |
|
|
|
O ukrytej broni braci Minkiewiczów |
|
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski
|
|
Niedziela, 09 Grudzień 2012 11:47 |
|
Choć trudno w to uwierzyć, kiedyś nie było Internetu, telewizji, ani radia, książek za wiele też nie było. Jedyną jaką posiadano była ta do nabożeństwa. Elektryczności nie znano, ulice Filipowa spowijała ciemność, a wszystkie roboty wykonywano ręcznie. W jesienne, długie wieczory zbierali się sąsiedzi, żeby to kapustę składać, wełnę prząść, pierze drzeć, a jak się nie chciało robić stawiano dzban piwa albo flaszkę okowity na stół, ogórki z beczki, chleb swojski i skwarkę wysoloną. Bo Biedronki też nie było.
Wtedy godzinami opowiadano, jakie w mieście przejścia były, czy nie widać jakiś zrękowin, co się komu wyprosiło, wycieliło i wyźrebiło. Kiedy już zakończono obowiązkowy temat wójta i plebana, zaczęto opowiadać, co się ongiś działo. O dawnych panach, nieboszczykach pod kościołem i straszydłach w krzakach. Zacniejsze towarzystwo mówiło o minionych wojnach i ojczyźnie. Tak przez lata rozmawiano, przenosząc wiadomości z ust do uszu. Niewiele z tego klimatu pozostało, tym bardziej warto przypomnieć rzecz „O ukrytej broni braci Minkiewiczów" Pierwsza spisana wzmianka o niej ukazała się w 5 numerze Naszego Głosiku z 1936r. Gazetka była ilustrowanym regionalnym pisemkiem dzieci i dla dzieci z pojezierza suwalsko-augustowskiego. Łącznie w latach 1935 -1936 wydrukowano 12 numerów przygotowanych przez uczniów z różnych miejscowości. Należy przyznać że starannie wybierano regionalne ciekawostki, a jej twórcy podeszli do zadania ambitnie. Pod tym względem numer o Filipowie pozytywnie się wyróżnia. W tym czasie nauczycielem języka polskiego był Jan Jagłowski i najprawdopodobniej on odpowiadał za redakcję tekstów. Autorką tekstu "O ukrytej broni braci Minkiewiczów" była uczennica klasy VII Helena Bobowiczówna.

Tekst zawiera wiele informacji dotyczących miejsca ukrytej broni i samych poszukiwań; pierwszy raz próbowano ją odkopać w 1930 r. następnie wznowiono poszukiwania w 1935r. i ponownie planowano je wznowić na wiosnę 1936r. Wykonywano autentyczne prace w celu odszukania zabytków historii. Nie znamy bliżej tych poszukiwaczy, ale należy przypisać im szlachetne intencje. Nie była to gorączka złota, nie szukali garnca carskich imperiałów, nie zaślepiła ich chciwość. Posiadali informacje, gdzie należy szukać i poważnie je traktowali. I jeszcze jedna uwaga, gazetka zawierała wiarygodne treści, młodzież opisywała autentyczne zdarzenia, jej treść czytali mieszkańcy miejscowości, których teksty dotyczyły. Źródła mówione potwierdzają, że takie poszukiwania przed wojną w Filipowie były. Zanim krytycznie przejrzymy tekst tej krótkiej uczniowskiej wzmianki, sięgnijmy do innego źródła. Stanisław Kopciał w „Legendach, podaniach i baśniach Suwalszczyzny" wydanych Suwałki, 1997 podaje taki tekst:
O UKRYTEJ BRONI BRACI MINKIEWICZÓW
Trzej bracia Minkiewiczowie pochodzili z Wilna. Jako oficerowie walczyli w powstaniu kościuszkowskim. Po uwięzieniu Tadeusza Kościuszki przez Rosjan i klęsce powstania przybyli Minkiewiczowie do Filipowa. Tu wybudowali piwnicę przy gościńcu do Garbasia (na późniejszym cmentarzu mariawickim) i złożyli w niej broń własną i swoich oddziałów. Miejsce to znajdowało się w odległości piętnastu metrów od starej gruszy. Wiadomość o ukrytej broni przechowywana była przez cały czas w tajemnicy przed Rosjanami. A kiedy Polska odzyskała niepodległość, zaczęto sobie przypominać i głośno mówić o ukrytej broni. Dopiero jednak po kilkunastu latach podjęto próbę jej odkopania. Trafiono jednak wówczas na bardzo dużą płytę, która zagradzała wejście. Utrudniało to dostęp do wnętrza i dalsze kopanie przerwano. W następnym roku wznowiono prace nad wydobyciem broni, lecz przyszły wcześnie mrozy i uniemożliwiły kopanie. Potem każdego roku coś innego przeszkodziło w dotarciu do broni i wyjaśnieniu tajemnicy tego narodowego skarbu. Aż przyszła kolejna wojna i zatarła ślady. O broni Minkiewiczów znów zapomniano.
Autor tej publikacji usuwa wszystkie daty poszukiwań, a wiadomość o ukrytej broni przenosi w świat podań i legend. Powtarza się porządek rzeczy, dzień miniony zamienia się w historię, historia z czasem przechodzi w legendę, legenda w mit. To co było, obraca się w niebyłe i rozsypuje w cień. Broni nie odnaleziono, informacja o jej ukryciu została legendą. W Książce „Wojsko Kościuszki w roku 1794" wydanej w Poznaniu w setną rocznicę Insurekcji Kościuszkowskiej, Bolesław Twardowski zbiera wszystkie informacje o wojsku walczącym pod dowództwem Kościuszki. Publikuje też rysowane przez Michała Stachowicza malarza krakowskiego postacie żołnierzy. Swoje dzieło opatruje wyjaśnieniem "podłóg wiarygodnych źródeł" pod nazwiskiem malarza dodaje że "żył za czasów Kościuszki". Wszystko po to, by powstańców ocalić od tego, co niesie czas. Bezskutecznie.

Wracając do sprawy ukrytej broni, przywołajmy kilka motywów potwierdzających autentyczność wiadomości. W XVIIIw. w Filipowie mieszkała rodzina Minkiewiczów, w dokumentach sądowych przewija się postać sławetnego pana Michała Minkiewicza - burmistrza Filipowa w latach czterdziestych. Minkiewiczowie zapewne byli w Filipowie w czasie powstania kościuszkowskiego, aż do XX w. Stąd pochodził Kazimierz Minkiewicz - ojciec generała Henryka Minkiewicza (zamordowanego w Katyniu) i Romualda Minkiewicza (wybitnego międzywojennego naukowca). W Wilnie mieszkał Wincenty Minkiewicz, piastujący funkcję burmistrza, a zarazem jeden z głównych spiskowców przygotowujących powstanie kościuszkowskie. W powstaniu mogli wziąć udział jego krewni z Wilna i Filipowa. Czy oprócz nazwiska i postawy patriotycznej łączyły oba rody koligacje rodzinne? Zapewne tak. Po upadku powstania spiskowcy przybyli do posiadłości swych krewnych by rozbroić swe oddziały i przeczekać czas represji. Możliwe jest też inne rozwiązanie - część powstańców postanowiło po złożeniu broni nie wracać do domu, ale wyemigrować za granicę. Stąd łatwo było dostać się do Prus i przez Królewiec drogą morską odpłynąć do Francji, by wrócić do domu w sprzyjającym czasie. Te fakty wydają się być argumentem potwierdzającym prawdziwość opowiadania. Warto dodać, że nazwisko Minkiewiczów wielokrotnie pojawia się w czasie powstania styczniowego 1863r, ale było to już następne pokolenie walczące o wolną ojczyznę.

W opowiadaniu są też wątki mało wiarygodne. Przede wszystkim miejsce ukrycia „przy gościńcu do Garbasia", miejsce przy drodze, którędy chodzą ludzie jest ostatnim miejscem gdzie można coś skutecznie ukryć. Jeszcze bardziej zadziwiający jest sposób ukrycia „wybudowali piwnicę". Jeśli spiskowcom zależało na szybkości i tajności sprawy, budowa piwnicy przez nieznanych ludzi przyciągnęłaby ciekawość okolicznych przechodniów. Nie mieli tyle czasu, środków ani swobody by cokolwiek budować. Nie byłoby to racjonalne postępowanie ludzi ratujących się przed osobistą klęską. Dodatkowo, dość niepewnym jest oznaczenie skrytki - 15 metrów od starej gruszy, która jeszcze stoi, mimo że minęło już 140 lat. Jeśli grusza była na tyle gruba, by od niej dokonano pomiaru, to musiałaby mieć ze dwieście lat. Hm ... ile lat potrafi żyć przydrożna grusza? ... a jednak to możliwe, drzewa tego gatunku potrafią żyć 300 lat. Szukanie piwnicy w okolicy cmentarza, który jest miejscem odwiedzanym i przekopywanym, też nie budzi zaufania w trafność ówczesnych poszukiwań. I ta zagadkowa kamienna płyta, na tyle wielka, że nie potrafiono jej ominąć. Za wiele jest wątpliwości by stwierdzić, że szukano we właściwym miejscu. Jeśli broń ukryto i nikt jej wcześniej potajemnie nie wydobył, przekaz musiał ulec zafałszowaniu. Możliwym jest też, że ktoś go celowo zafałszował, by wieść w czasie zaborów nie rozniosła się i nie pociągnęła za sobą przykrych skutków dla mieszkańców miasteczka. Kończąc - wysnujmy inny scenariusz wydarzeń. Któryś z krewnych Minkiewiczów przyprowadził w nocy powstańców do znanej tylko sobie kryjówki, miejsca nieuczęszczanego, w którym znajdowała się pradawna katakumba lub stara piwnica. Być może zapomniany grób ariański na skraju włości Morsztyńskich. Tam w nocy żołnierze złożyli swą broń i ucałowali ostatni raz sztandar z orłem. Wejście zastawiono kamieniem, a dla zamaskowania swej bytności żołnierze przenieśli na to miejsce polną kamienicę. Gawiedzi widzącej żołnierzy podano inne miejsce i wymyśloną historię. Orzący pole rolnicy co roku dokładali kamieni . Kamienica głęboko wrosła w filipowski krajobraz, tak jak cmentarzyska Jaćwingów lub zapomniany żydowski kirkut. Ale aby nie być tak poważnym, możliwe że historia zażartowała z Filipowa, podobnie jak w Konopielce Redlińskiego mieszkańcy wsi Taplary próbowali odkopać legendarnego złotego konia, który według taplarskich wierzeń, był zakopany na górce przy cmentarzu. (Koń ten miał grzywę i kopyta srebrne ...hmmm ... a może coś mi się pomyliło? ) Mieszkańcy Filipowa mają ukrytą broń braci Minkiewiczów na cmentarzu mariawickim, której nijak nie potrafią wydobyć.
|
|
Kościół w Filipowie i okoliczne kościoły po potopie szwedzkim (1655 – 1661) |
|
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski
|
|
Sobota, 24 Listopad 2012 23:43 |
|
Tekst jest wypisem z księgi wizytacji biskupiej Mikołaja Słupińskiego, biskupa grationpolitarnego, sufragana białoruskiego, wizytatora diecezji wileńskiej. Dziś dokument ten określilibyśmy jako wewnętrzny dokument kościoła. Zawiera on opis kościołów, a w szczególności mieści zalecenia, jakie wizytator dał urzędującym księżom. Wizytacji dokonano po potopie szwedzkim w latach 1674-1677. Pierwsza publikacja tekstu znalazła się w kwartalniku „Litwa i Ruś" w 1912r., jej autor ks. Jan Kurczewski zatytułował ją „Stan kościołów parafjalnych w djecezji wileńskiej po najściu nieprzyjacielskiem 1655-1661 r." Tytuł jest mylący, gdyż od wojny ze Szwedami i Rosją minęło ponad 10 lat, jest to czas wystarczający, aby naprawić straty materialne. Niemniej dokument jest bardzo cenny historycznie - oddający rzetelnie kondycję lokalnych społeczności.

Filipów 1656 - fragment ryciny „Bitwa pod Filipowem" Erika Jönson Dahlbergh. Widoczna wyniosła wieża kościelna i nieopodal proporczyk powiewający na ratuszu miejskim. Autor był inżynierem i topografem wojskowym, od jego pracy zależało powodzenie w boju wielu ludzi. Zatrudnił go, dopiero co przed bitwą warszawską w lipcu 1656 król szwedzki Karol Gustaw jako wybitnego fachowca. Nie sądzę, by narysował mu w październiku jakąś „lipę", był na to zbyt młody i zbyt ambitny. Nie był obecny w czasie bitwy. Jeśli w późniejszym czasie miał możliwość zrobić szkic Filipowa - na pewno naszkicował kościół.
|
|
Więcej…
|
|
|
|
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>
|
|

|