Pomnik


47. Kochani moi miłośnicy Filipowa!
Odwiedziłem Filipów w weekend 4/5 09 04 r. Było tak ciepło i przyjemnie, że na wieczornym spacerze miałem ochotę podnieść głowę do góry i zawyć do księżyca z wielkiego smutku, że to już koniec lata, pięknych porozbieranych dziewczyn, wizyt w "Dżince" i "Jadzonku jak słonku", kąpieli w filipowskich jeziorach i imprez trwających do rana... W ostatniej chwili powstrzymałem się, bo jednak szpital psychiatryczny niedaleko, a przecież chciałem jeszcze ostatni festyn w tym roku odbywający się z okazji dożynek.
Cóż festyn był jaki był. W południe była msza w intencji dożynek. Kto chciał, ten poszedł. Niewielu chciało. Byłem tam niejako z kronikarskiego obowiązku i tyle mogę powiedzieć, że była bardzo długa, przemówienia oficjeli jak zwykle nudne , dobrze chociaż, że na koniec wystąpił zespół ludowy  "Rospuda" z wiązanką patriotycznych pieśni. Mnie akurat to się najbardziej podobało.
O 15.00 zaczął się festyn. Początek nijaki, dzieci przy straganach, prezenter mocno się wysilał, ale niewiele mu wychodziło, jakieś durne konkursy, muzyka niewiele lepsza, ale kiedy już nastał wieczór ciepły i upojny (dla wielu upojony), kiedy impreza zaczęła się rozkręcać, wtedy... niestety, ach, niestety musiałem opuścić mój ukochany Filipów i nie wiem, co było dalej. Kto wie? Proszę o dokończenie relacji.
Wasz przepełniony smutkiem i nostalgią
PS. Specjalne pozdrowienia dla AnecZki.
PS nr. 2. W czasie pisania siadła mi strona. Jak przyjadę jak wytnę twórcę tej strony w ten kręcony łeb, to mu się włosy wyprostują!!!!!

Markobrodaczo


58. Generalnie inicjatywa wydaje się godna poparcia! Jestem za choć nie jestem Filipowiakiem! Nasuwa się jednak pytanie dlaczego upieracie się przy tym obelisku. Osoba Piłsudskiego nie miała chyba zgoła nic wspólnego z Filipowem a przecież mieliście kilka własnych ważnych postaci historycznych, które powinniście upamiętnić: Socyn, Wiszowaty, Morsztyn i inni. Bardzo ładnie piszecie o potrzebie sięgania do dziedzictwa kulturalnego, ale co ma do tego Piłsudski? Tak czy owak życzę wam powodzenia i pozdrawiam cały Filipów, który jak widać budzi się z wieloletniej ospałości. Strona rozwija się trochę niemrawo, ale wydaje się, że Stowarzyszenie jest całkiem aktywne, poważnie traktuje swoją działalność i sieje ferment. bardzom ciekaw jak to się dalej potoczy. Adminie! Tekst w aktualnościach z 4 października wcale nie jest napuszony. Jest odważny i mógł wyjść tylko spod pióra idealisty. Naprawdę niewielu ma odwagę odwoływać się do lokalnej dumy i patriotyzmu i nawoływać do solidarności i postaw prospołecznych w małomiasteczkowych, zgnuśniałych społecznościach, gdzie dominuje postawa roszczeniowa i bierność, gdzie wszyscy utyskują na władzę ale sami nie kiwną palcem żeby coś zmienić. Próbować warto. Jeśli się uda wam wyrwać z gnuśności tylko niewielki odsetek Filipowiaków sukces macie w kieszeni, ale to zadanie będzie bardzo trudne. Życzę powodzenia!!!
I dbaj Adminie o waszą witrynę. Jeżeli będzie ciekawa to nawet ludzie z sąsiednich gmin chętnie ją będą odwiedzać z ciekawości. Tak jak ja! A tym co utyskują że nic się tu nie dzieje poradzę żeby weszli na strony innych suwalskich gmin. Porównanie wypada zdecydowanie na korzyść waszej!!! Pozdrawiam!

Pawełło
8 października 2004


64. Zdaje się, że muszę dodać komentarz do mojej ostatniej wizyty w "Księdze Gośći". Cytacik, który miał na celu obudzić nieco śpiące towarzystwo, zbulwersować, ożywić dyskusję, jakoś przeszedł bez echa. Trudno zacznijmy od początku.
W. w. cytat jest wypowiedzią jednego z bohaterów filmu Andrieja Konczałowskiego "Dom wariatów". Dlaczego akurat tu? Ano dlatego, że obserwując boje Stowarzyszenia o postawienie repliki przedwojennego pomnika J. Piłsudzkiego niejako po to, aby podtrzymać ciągłość tradycji, zwrócić uwagę mieszkańców Filipowa na to, że nie są znikąd, że Filipów ma przebogatą i piękną historię i że warto przywrócić temu miejscu należną rangę i znaczenie (oczywiście na miarę możliwości) powoli dochodzę do wniosku, że rzeczywiście ludziom tu mieszkającym, chodzi tylko o to, żeby z rana zrobić nowe g... i mieć z czego je zrobić. I nic więcej. A przecież chyba nie tylko po to tu żyjemy!
Nie znam czasów przedwojennych , ale pamiętam Filipów z lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Filipów, który tętnił życiem, nad jeziorem Kamiennym, przy pięknym pomoście kłębił się tłum wczasowiczów, stał hangar, gdzie można było wypożyczyć kajaki, żaglówki, rowery wodne, rowery do przejażdżek po okolicach , o których urodzie nie muszę chyba pisać. Wszędzie wieczorem płonęły ogniska, słychać było śpiew i dźwięki gitar, gdzie niegdzie smętnie zawodziła harmonijka, a jeżeli ktoś gustował w innych przyjemnościach, to i owszem gospoda "Pod lipką" przyjmowała wszystkich. No może nie z otwartymi ramionami, ale z otwartymi drzwiami na pewno. Filipów wówczas był modny w Polsce, mieszkańcy na tym korzystali, niejedna rodzina całe lato przemieszkała na strychu, bo cały dom był wynajęty dla turystów, a z tego był całkiem spory pieniądz...
A cóż ja widzę teraz, gdy odwiedzam Filipów? Po rynku szwenda się kilku pijaczków, turystów jak na lekarstwo bo i cóż ich by miało tu ściągać? Stare, spróchniałe resztki pomostu? Po hangarze ani śladu, do wody w jeziorze strach palec u nogi wsadzić, żeby jakiegoś uczulenia nie dostać, bo oczywiście Filipów nie jest skanalizowany i to co mieszkańcy wyprodukują (Patrz: poprzedni wpis.) płynie swobodnie do rzek i jezior.
Imprez prawie żadnych bo teraz dożynki i jakiś jeden festyn latem to stanowczo za mało. Nuda, pustka, beznadzieja i smutek.
Pojawiło się kilku ludzi, których ten stan rzeczy irytował, zebrali się, powołalli do życia Stowarzyszenie, zaczęli działać m.in. zorganizowali bardzo ciekawy, niesztampowy festyn, próbują poprzez inicjatywę budowy pomnika przywrócić ciągłość historyczną, ożywić lokalne środowisko i jakaż jest odpowiedź tego środowiska poprzez swoich przedstawicieli, a więc władzy gminnej i radnych? Do zorganizowania festynu pod byle pretekstem już w tym roku nie dopuszczono, pomnik, owszem można by, ale może nie taki, może nie tu i trzeba by skonsultować ze społeczeństwem. Ale jakoś radni o tych konsultacjach zapomnieli. Ciekawe, czy nie zapomnieli pobrać diet z kasy za swoją, jakże ciężką i ożywioną działalność.
I znowu można by, trzeba by, a najlepiej żeby się nikt nie czepiał.
I nie mówcie mi, że to takie czasy, że ciężkie życie, że nie ma pieniędzy... To wszystko bzdura! Dlaczego Raczki potrafią zrobić Festiwal Kultury Celtyckiej o zasięgu ogólnopolskim, sprowadzić artystów z całej Europy? Dlaczego w niedalekim Augustowie latem aż trudno się zdecydować, tyle jest imprez, że nieraz kilka jednocześnie? A "przystanek Olecko"? A Gołdap? Można tak wiele wymieniać.
Zastanówcie się nad tym, co napisałem. A jeżeli nie, to proponuję ten cytat na najbliższej sesji rady gminy przyjąć jako hasło patronujące tej osadzie. I będziecie czyści. Bo martwi, póki co, już jesteście. Po to ta ziemia i to życie jest nam dane, byśmy je świadomie i twórczo przeżyli z korzyścią dla siebie, naszych dzieci i wnuków. Dotarło?. Prościej już nie potrafię.

Markobrodaczo
21 października 2004


70. Romek pozdrawia Grim R(e)aper'a /alias - Blood Runer?/, Toma z sąsiedniego Bakałarzewa, którego głos poparcia dla naszej inicjatywy dodał nam trochę otuchy, wierną stronie AnEcZkę, Marko-Brodacza, któremu dziękuję za piękną prowokację, aczkolwiek metafora, którą się posłużył może nam odstraszyć i tak nielicznych turystów, "Gdańszczanina", którego owa prowokacje "ruszyła" - ale o to właśnie chyba jej sprawcy chodziło, oraz wszystkich innych, którzy mimo wielu mankamentów naszej strony czasami tu zaglądają.
Pozdrawiam także nawet Pana "w." zalecając mu wstrzemięźliwość w rzucaniu krzywdzących "sugestii". Polecam Panu podstronę poświęconą władzom Stowarzyszenia - nie znajdzie tam Pan osób importowanych z zewnątrz. Faktem natomiast jest, że w Stowarzyszeniu są ludzie spoza Filipowa, nawet z odległej Warszawy - i pocieszające jest, że dobro tej gminy leży na sercu również Filipowiakom z oddali!
Ponury obraz Filipowa wyłania się z niektórych wypowiedzi - że beznadzieja, bezhołowie, ruina... A przecież nie jest aż tak źle! Gdańszczaninowi pragnę zwrócić uwagę, że piłka nożna przestała już być jedyną formą aktywności sportowej dla młodzieży - dzięki wytrwałości kilku młodych chłopców i ich licznym już sukcesom w zawodach, coraz prężniej rozwija się sekcja judo. Sukcesy naszych młodych judoków zaczynają przyciągać zainteresowanie nawet młodzieży spoza gminy - już obecnie na treningi dojeżdża kilka osób z Przerośli! Władze gminy - trzeba im oddać sprawiedliwość - wspierają sekcję i należy mieć nadzieję, że czynić to będą konsekwentnie.
Z satysfakcją podkreślamy, że w powstaniu sekcji miało swój udział Stowarzyszenie - bo to właśnie my z nadzieją na zainteresowanie młodzieży tą dyscypliną zaprosiliśmy założyciela sekcji z jego drużyną z Ełku na pokazy walki na ubiegłorocznym festynie. Już choćby dlatego warto było ten festyn zorganizować. A uczynili to ludzie, którym ręce nie opadają, drogi Gdańszczaninie i tylko tacy mogą coś w tym Filipowie zmienić. I nie zrzucajmy winy za wszystkie nieszczęścia na te złe władze gminy - sami jesteśmy winni swoją biernością. Gdyby ręce opadały Sylwkowi, Chucikowi czy Piotrkowi Nowakowi, nie byłoby żadnych sukcesów naszych piłkarzy, bo w ogóle nie byłoby drużyny. I nie będzie w najbliższym czasie rewolucyjnych zmian na lepsze, jeśli jedynym przejawem lokalnego patriotyzmu mieszkańców Filipowa będzie wyłącznie kibicowanie drużynie piłkarskiej...
A jednak jesteśmy przekonani, że pogłoski o zgonie Filipowa są nieco przedwczesne, przeciwnie, ta wioska zaczyna się budzić - jesteśmy przekonani, że najbliższe lata przyniosą radykalne zmiany, a Stowarzyszenie będzie miało w tym dziele swój udział.


27 października 2004


73. Dlaczego na boisku piłki nożnej nie rośnie trawa?
Bo zeżarła ją krowa z Przerośli...
I co, śmieszne? Chyba nie bardzo.
I na razie tyle. Zapraszam na dłuższą dyskusję przy piwku. Oczywiście w Filipowie. JA STAWIAM!!! Ty płacisz...
Droga AnEcZko, płocha dzieweczko, kochanie ty moje!
Ja wiem, że Piłsudski Ci zwisa i powiewa, że zupełnie co innego roi Ci się w tej ślicznej, kształtnej główce, ale spróbuj spojrzeć na to trochę z innej strony. Pomyśl, czy nie byłoby przyjemnie gdyby w parku stał taki obelisk, wokół ławeczki, kwiatki (a z tyłu krzaczki!!), mogła byś się umówić ze swoją paczką "przy Piłsudskim", a gdybyś tak jeszcze rzuciła symboliczną złotówkę na odbudowę tego pomnika, wówczas mogłabyś z czystym sumieniem powiedzieć "przy moim Piłsudskim". A jak już trochę podrośniesz i zmądrzejesz, Twój mózg (jak byś nie wiedziała co to jest, to zajrzyj do encyklopedii pod literę M, druga ó) zacznie trochę inaczej funkcjonować, to może także zainteresujesz historią Filipowa, Piłsudskim, a nie tylko tym, co ja też lubię...
Wielce tajemniczy w (wszarzu? wypierdku? ,a może Wielkim Patriocie Filipowa?)
Chciałbym wierzyć, że Twojej wypowiedzi przyświecały dobre intencje, ale jeżeli o kimś się źle mówi, to trzeba mieć jeszcze dowody. Trzeba najpierw pomyśleć, a potem mówić, a nie odwrotnie. Chciałbym się mylić, ale podejrzewam, że przez Ciebie przemawia zwykła zawiść, która powoli staje się naszą narodową cechą. Zamiast wspomóc ludzi, którzy cokolwiek starają się zrobić, opluwa się ich doszukując się nieczystych intencji. Cóż, każdy sądzi po sobie...
Pozdrowienia serdeczne dla bratniego Bakałarzewa!!!
A Tobie, Adminie, mam do powiedzenia tylko jedno: PRECZ Z CENZURĄ! NIECH ŻYJE WOLNOŚĆ SŁOWA!!!!
Wasz pokorny sługa,

Markobrodaczo
1 listopada 2004


74. Cholera jasna, gdzieś mi uciekł początek wpisu, spróbuję odtworzyć.
Pojawiły się reakcje na moją małą prowokację, bo jak słusznie zauważył "admin" (cóż za błyskotliwa inteligencja!!!) była to prowokacja. Odpowiadam.
Drogi Gdańszczaninie!
Widzę, że mocno Cię ruszyła moja wypowiedż, a po gwałtowności reakcji i znajomości tematu wnioskuję, że tak naprawdę jesteś Filipowiakiem. Ja jestem Filipowiakiem raczej z serca niż miejsca zamieszkania, ale mam cichą nadzieję, że kiedyś, gdy już przejdę na emeryturę, to się tu osiedlę. Naprawdę jestem pełen podziwu i szacunku dla ludzi ciężkiej pracy, tylko, że... No właśnie. Harują od rana do nocy, piątek świątek i niedziela i co z tego mają? Podejrzewam , że nie mają nawet czasu, by się nad tym zastanowić.
Kiedy Ci emocje opadły, niestety ach niestety, chcący, czy niechcący, ale potwierdziłeś moje wnioski, że źle się dzieje w państwie filipowskim. Nie piszę tego złośliwie, nie chcę nikogo obrazić, ale jako przyszłego Filipowiaka serce mnie boli, gdy patrzę na to, co się tu dzieje. Jak tak dalej pójdzie, to będą opowiadać kawały o Filipowie tak jak o Pacanowie, czy Wąchocku.
Czy chciałbyś, drogi Gdańszczaninie, usłyszeć kawały w rodzaju:
Dlaczego hala sportowa w Filipowie jest krótsza niż standardowa?
Bo Filipowiacy mają krótsze nóżki....

Markobrodaczo
1 listopada 2004


76. A mnie przyszedł do głowy taki prawie rymowany dowcip!
Dlaczego hala sportowa w Filipowie jest tak krótka?
Bo filipowiaki muszą mieć wszystko w zasięgu wzroku,
...czyli w okolicach własnego nosa czubka.
Wypił bym za wasze zdrowie,
ale piniądze skończylisie
więc was tylko gorąco - krótkowidze - pozdrowię.

1 listopada 2004


94. A są w Filipowie jakieś zabytki oprócz kościółka? Ludzie! Wszystko szlag trafił! Pożary, Szwedzi, Tatarzy, Ruscy i Niemcy zadbali o to, żeby tu żaden zabytek się nie ostał! Jedyny godny uwagi zabytek to wójt gminy :)

2 grudnia 2004


228. Jechałem niedawno w pociągu, obok mnie siedziała kobieta a naprzeciwko jej mąż z synkiem. Kobieta siedziała mocno obrażona na chłopa, który od czasu do czasu bojaźliwie zerkał na nią, a wyglądał nieszczególnie - nieogolony, ręce rozdygotane. Nikt się nie odzywał, aż chłop w końcu nie wytrzymał i pyta "himilsbachowym" szeptem: "Synku, powiedz, gdzie myśmy byli nad morzem, czy w górach?" A synek na to odparł ponuro: "My byliśmy w Filipowie, a ty - u Syperka!"

MarkoBrodaczo
17 lipca 2006


232. Kobieto! Takich małp szwęda się tu po parku conajmniej tuzin! Mamy ci ich wszystkich podesłać? Ale ich kopyta nie znają wody ani Rospudy, ani nawet Filipówki. Swoją drogą powinno się ich conajmniej raz na tydzień wyłapywać i przymusowo szorować w Rospudzie, no jeśli ochrona środowiska pozwoli! a najlepiej od razu potopić małpiszonoństwo w Kamiennym, koniecznie z kamieniami przy szyi bo te dziady mają dużą wyporność dzięki pustym, wyżartym przez sikacza czachom i pływaliby jak spławiki albo te puste flaszki od siary.

Olin
19 lipca 2006


231. Mój chłop też dostał tam małpiego rozumu i do dzisiaj moczy kopyta w Rospudzie! Antoś wracaj do domu! Jak zobaczycie taką rozczochraną małpę z obrzmiałą od picia gębą i zapuchniętymi ślepiami to wyślijcie na odwyk i każcie wracać na spokojne Mazowsze. Z góry dziękuję!

Ania64
19 lipca 2006


260. Wciąż pojawiają się pogłoski o organizowaniu przez Stowarzyszenie obchodów rocznicy bitwy pod Filipowem. Jak się dowiedziałem z pewnych źródeł planowana jest inscenizacja tej bitwy. Walczyć mają "blokersi" kontra reszta Filipowa. Broń tradycyjna - sztachety. Można się w nie zaopatrzyć przy minibarze Magdalenka, ale radzę się pospieszyć, bo już mało zostało. Należy też uważać, żeby tego nie zauważyła pewna pani o płomiennych włosach, bo niewątpliwie delikwent bitwy nie dożyje... Jako artyleria lekka będą służyć proce, artyleria ciężka - kamienie. Obowiązuje strój ochronny, czyli garnki na głowach (chyba, że ktoś ma wielki łeb, to dopuszczalny jest sagan), jako tarcze i napierśniki - pokrywki od garnków. Miejsce bitwy - okolice Starego Młyna, miejsce zakończenia bitwy - okolice ul. Fabrycznej, jeśli przegrają "blokersi", lub okolice parku, jeśli przegra reszta Filipowa. Treningi co sobota ok. 24 przed dawną restauracją "Chicago". Podobno Filipowiacy mają wystąpić pod bojowym hasłem "Nim biały ranek nastanie, każdy "blokers" wpierdol dostanie". Próbowałem się dowiedzieć, jakie będzie hasło "blokersów", ale usłyszałem tylko: "A w mordę chcesz?", z czego wnioskuję, że hasło, choć okryte tajemnicą, będzie równie piękne i podnoszące na duchu. Podobno jako sztandar dla Filipowiaków mają służyć stare żółtobrązowe gacie admina, ale nie wiem, czy to nie jest wroga propaganda "blokersów", przecież żółć i brąz to nie są barwy Filipowa... Wszelkie skargi i wnioski po bitwie będzie rozpatrywać Sąd Rejonowy w Suwałkach.
O czym Wam donosi wasz korespondent wojenny,

Markobrodaczo
7 sierpnia 2006


263. Drodzy mieszczanie! To nie żadna inscenizacja, to już wojna domowa, która wszak trwa od dwu pokoleń! Ale chodzą słuchy, że chorągwie litewskie zmierzają już na odsiecz, jako że u północnych rubieży Rzeczpospolitej Filipowskiej gromadzą się groźne watahy Szwedów i Przeroślaków. Na domiar złego licho niesie ku granicom od wschodu zagony tatarskie pod wodzą Ali Sukin-chana Ibn - Ladena, niby na pomoc, ale już my znamy ich zamiary, psów niewiernych, i tak w końcu wszystko pohańce spalą, rozpierdzielą i przelecą. Oj, biada, biada nam! W jasyr pójdziem! Ostatki nadziei w matce Kozłowskiej i jej zastępach krewkich mankietnikow, tych miejscowych i tych, których hufce już z grodu Płock wyruszyły by połączyć siły z Armią Ludową Generała. Ale, ale! Oj, niedobrze! Szeryf miast patrolować trakt na grody wschodnie opił się pod karczmą Kowalowej szalejem i udaje to cwaniaka, to Greka - myśli sukinkot, że go pohańce nie poznają i oszczędzą. A najgorzej, że w ratuszu miejskim nic nie chcą wiedzieć, nic nie chcą słyszeć, ni funduszy ni wojsk unijnych na ratunek nie wzywają - Stara Pajeska na własne oczy słyszała, jak imć Starosta ze świtą otuchy struchlałym rajcom dodawał śpiewając hymna - "Nie rzucim stołków skąd nasz ród, po nas choćby Potop i upadły gród!" i pod Magdalenką miast zbroić się w sztachety, knują przy Okrągłej Ladzie jak by tu Rzeczpospolitą Turczynowi zaprzedać. I tylko w klubie garnizonowym Supełka mobilizacja - tam kwiat rycerstwa pod komendę Marcina Zagłoby wznosi toasta za pewne zwycięstwo! Panie Michale! Michale Wołodyjowski! Nierząd w za-grodzie, wróg u bram, a ty śpisz? Nie! Szczęście całe, pogłoski o jego samobójczej śmierci pod Kamieńcem Podolskim to tylko wymysł tego bajarza w litewskiej skórze, Sienkiewicziusa, propagandysty sukcesu, co o niedoli naszego grodu tylko jedno zdanie wymsknął w swym przecenianym dziele - Pan Michał żyje i wnet z Ketlingiem i porucznikiem Klosem pod sztandarami Samej, przenajświętszej Obrony przybieży rozpędzić zgnuśniałych rajców i odpór dać nieprzyjaciołom. I wzniesion zostanie pomnik ku chwale dzielnych obrońców i wieczną przestrogę dla nikczemnych zdrajców i przekupek. I będzie radość i zgoda, a w dolinie Rospudy zapanuje porządek i powszechny dobrobyt, co wieszczy wam wasz agent 997.


8 sierpnia 2006


286. Widzę, że wiadomość o inscenizacji bitwy wywołała spore zainteresowanie. Zjawił się nawet jakiś duch z zaświatów mówiący piękną staropolszczyzną. Azaliż to sam Zawisza Czarny? Przyznaje się, że był agentem, a Zawisza miał coś na sumieniu...
Niestety, muszę was zmartwić, bitwa raczej się nie odbędzie, bo Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa nie chce dać dotacji na ten cel. Podobno stwierdzili, że za dużo tu walki i męczeństwa, a za mało ochrony i rady. Zamiast tego ma być kolejny pomnik. Cóż, to też jest jakiś pomysł na rozsławienie Filipowa. Wziąwszy pod uwagę, że Stowarzyszenie stawia pomniki w ekspresowym tempie jeden na rok, to za kilkanaście lat będziemy mieli najwięcej pomników na jednego mieszkańca, a może nawet w liczbach bezwzględnych. Trafimy do Księgi Guinessa i dopiero ruszą do nas turyści! Podziwiam dalekosiężność wizji Stowarzyszenia, które już teraz buduje parking pod Filipowem na te autokary, którymi będą przyjeżdżać wycieczki, aby przejść szlakiem pomników. Sam mam kilka propozycji kolejnych pomników np. Samotnego Kombajnisty. Nie wyobrażacie sobie jak smutny i samotny jest kombajnista, kiedy tak jeździ w te i we w te bez sensu po polu, bo zboże i tak wyschło i nawet napić się nie można. Niewątpliwie należy mu się pomnik.
W parku na ławce powinien siedzieć odlany z brązu pomnik Pijaka z płaską głową i rękami położonymi poziomo na kolanach, żeby było gdzie piwo postawić, ewentualnie flaszkę i szklankę.
A na Dworcu Głównym w Filipowie widziałbym pomnik Dworcowego Czyści... Nie skończę, bo mnie nasz wrażliwy adminek sczyści. Co wy na to? Macie jakieś inne pomysły?

MarkoBrodaczo
17 sierpnia 2006


287. Żył kiedyś w Filipowie taki dziwak, Gieniek chyba na niego mówili, ale głowy nie dam za to, niech mnie ktoś ze starszych poprawi jeślim w kwestii jego imienia zbłądził, dziwak który miał zawsze ze sobą odbite z butelki denko, nie pamiętam - chyba kolorowe, i często wyjmował to denko, przykładał do oka i obserwował przez nie świat. Ten Gieniek to prekursor naszych budowniczych pomników - wykonywał malutkie figurki z gliny, takie jakby minipomniczki, minikapliczki, które następnie pozostawiał gdzieś na terenie wokół kościoła. Ci ze stowarzyszenia wcale normalniejsi od Gieńka nie są - oni także, marzyciele, nie chcą widzieć rzeczywistości taką, jaka ona jest, nie mówiąc już o zapale do rozmnażania pomników. Proponuję pomnik dla Gieńka - ojca duchowego naszych współczesnych cudaków - koniecznie w parku, w sąsiedztwie Piłsudskiego, dzierżącego figurkę w uniesionej wysoko dłoni /żeby wyglądał trochę jak Statua Wolności/ i patrzącego przez szkiełko na... no właśnie - na co? Może zrobić taki obrotowy postument, żeby Gieniek miał oko na wszystko wokół?

keeper
18 sierpnia 2006


298. Widzę, że należy pogratulować Stowarzyszeniu niedzielnej imprezy z odsłonięcia tzw. obelisku, upamiętniającego bitwę podczas słynnego potopu szwedzkiego. Uroczystość była poprowadzona dość sprawnie, nie za długo nie za krótko, all... Jeżeli organizatorzy się spisali to nie spisała się społeczność filipowska z wójtem szczególnie na czele. Z tego, co widziałem, mieszkańców Filipowa była garstka, a niektórzy, co się zjawili, wyglądali jakby trafili na imprezę, gdzie rozdają darmowe piwo. Pewnie nie wszystkich interesują takie imprezy, najprawdopodobniej są ambitniejsze cele w życiu - pić piwo i narzekać na wszystko, co się dzieje dookoła...

Van
28 sierpnia 2006


299. Van, czegoś się tak uczepił wójta, przecież był na uroczystości i nawet mężnie zniósł zniewagę organizatorów, którzy nie poprosili go o zabranie głosu. A ludziska też tłumnie przybyli, tylko że na widok zbliżającego się wójta w popłochu rzucili się w krzaki ku bagnistym brzegom Rospudy. Niektórzy mówią, że to była ta zapowiadana inscenizacja bitwy, ale mnie to jakoś się nie widzi, bo wszyscy wiali w kierunku odwrotnym do ówczesnych chorągwi hetmana Gosiewskiego. Niektórzy wysuwają ryzykowną tezę, że owszem, to była inscenizacja, tyle, że stosunku miejscowej społeczności do inicjatyw społecznych stowarzyszenia, jeśli tak, to trzeba to uznać za mało widowiskowe przedstawienie, o ileż bardziej widowiskowe by było, gdyby zamiast wiać w krzaki, pościągali spodnie i spódnice i wypięli gremialnie to coś, gdzie to wszystko mają... Wracając do wójta, trzeba oddać mu sprawiedliwość, z godnością odparł kolejną prowokację przebrzydłych organizatorów i nie stawił się podobno na poczęstunku dla gości oficjalnych w restauracji, prawdopodobnie słusznie przypuszczając, że skoro nie dopuszczono go do głosu i ściągania szarfy przy odsłonięciu pomnika, to prawdopodobnie zamiast przy ministrach i starostach, posadzą go przy flaszce sikacza w kuchni z Czesią!

keeper
28 sierpnia 2006


308. No i dzięki Bogu i Stowarzyszeniu mamy kolejny pomnik. Jeśli chodzi o bitwy to mamy długą i piękną tradycję. Z trochę świeższej historii: Opowiadał mi pewien filipowiak (pojechał do Hameryki na trzy miesiące ale tam stracił poczucie czasu i siedzi już chyba 20 lat. Na początku listy pisał, dwa dulary przysłał, nawet jakąś paczkę, a teraz nawet pocztówki na święta nie przyśle! Niech się tylko zjawi w Polsce, już ja mu urządzę przyjęcie! Szwedzki stół będzie. A przynajmniej nogi od szwedzkiego stołu. No nic, to tylko taka dygresja) otóż opowiadał mi, że gdy był pacholęciem jego ulica wypowiedziała wojnę bodajże "barakom". Przygotowali się do tej bitwy starannie. Wycieli potężną procę chyba metrowej wielkości, a naciąg zrobili z dętek rowerowych. Do obsługi tej machiny potrzeba było co najmniej dwóch: jeden niósł tę procę na ramieniu, a drugi miał naciągać. Oczywiście była to broń czysto propagandowa, bo nie było takiej siły, która by tą procę naciągnęła. Kamień gdyby poleciał to najwyżej na nogi niosącego procę. Niemniej jednak swoją rolę spełniła, gdy "baraki" ujrzały tą straszliwą machinę rzuciły się od razu do panicznej ucieczki i tym sposobem bitwa się skończyła zanim się zaczęła. Gdyby Stowarzyszenie chciało upamiętnić to wydarzenie to podpowiadam, że odbyło się to w okolicy rozwalonego bunkra. Żyją jeszcze uczestnicy tych wydarzeń, więc może o jakichś medalach można by pomyśleć?

Markobrodaczo
30 sierpnia 2006


330. Teatrzyk Księgi Gości ma zaszczyt przedstawić sztukę w jednym akcie pt: "Filipowskie uroczystości czyli odsłonięcie pomnika Byle Czego".
Miejsce akcji: gdzieś w Filipowie.
Występują: PREZES, WÓJT, KSIĄDZ PROBOSZCZ i reszta tałatajstwa.

PREZES(przemawia): Wspólnym wysiłkiem moim i całego społeczeństwa ble, ble, ble, itp, itd.
ZWOLENNICY PREZESA: Hura! NIech żyje! Prezes na prezydenta!!!
PRZECIWNICY: Uuuuuuuuuuu!
Wójt (przemawia): Wspólnym wysiłkiem moim i całego społeczeństwa ble,ble, ble, itp,itd.
ZWOLENNICY WÓJTA: Hura!, Niech żyje! Wójt na króla!!!
PRZECIWNICY: Uuuuuuuuuu!
KSIĄDZ PROBOSZCZ: macha kropidłem na wszystkie strony. W zależności gdzie spadnie woda święcona rozlegają się anielskie pienia lub rozchodzi swąd palonej siarki.
UCZESTNICY UROCZYSTOŚCI: Dla uczczenia powstania pomnika Byle Czego zaczynają naparzać się byle czym.
DZWONY: Biją.
PSY: Wyją.
DZIECI: Wrzeszczą.
PŁOTY: Trzeszczą.
KURTYNA: Opada w popłochu.
AUTOR: W obawie przed linczem chyłkiem zmyka z Księgi Gości.

Markobrodaczo
6 września 2006